Nowelizacje ustaw i spóźnienia pociągów. Czy mamy na to wpływ?

Karolina Rokicka-Murszewska        12 września 2016        Komentarze (0)

20150223_093021

Jak być może zauważyłeś, nie tak dawno temu wyszłam za mąż. Mój mąż i ja pracujemy w innych miastach, w związku z tym częstotliwość podróży jest ostatnio więcej niż wysoka. Kiedyś uwielbiałam przewoźnika z czerwonymi busami, ale jakoś w 2016 r. przesiadłam się do pociągu – bo szybciej, przestrzenniej i nie trzęsie. I naprawdę w to wierzyłam, mimo kilku wpadek kolei (np. podróż na stojąco, bo podstawili inny skład, ludzi było dużo i każdy usiadł, gdzie popadnie). Ale po tym, jak wczoraj zaliczyłam 1,5-godzinne opóźnienie o mało przyjemnej porze (zamiast być w Toruniu o 22:55, byłam dzisiaj – 30 minut po północy), będę musiała jednak zweryfikować nieco swoje poglądy, choć przyznam, że cierpliwość z naszą koleją można sobie wyćwiczyć.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że spóźnienie pociągu (podobno czekaliśmy na inny – tzw. skomunikowanie – który natomiast miał spóźnienie, bo jakiemuś panu życie przestało być miłe) jest to coś, na co wpływu nie mamy. Absolutnie. A skoro wpływu nie mamy, to po co się denerwować?

Jedną z takich rzeczy, na które również nie mamy wpływu, są zmiany w ustawodawstwie. My – obywatele, ale też my – prawnicy, bo każda nowelizacja to kolejne godziny pracy prawnika przeznaczone na zapoznanie się z nowymi regulacjami. Mój szef, Karol Sienkiewicz (Prawo dla pracodawcy i Dochodzenie wierzytelności – jeśli jeszcze nie znasz, to koniecznie sprawdź oba te blogi!), dawno temu wyrobił sobie nawyk codziennego sprawdzania zmian legislacyjnych. Twierdzi, że to jeden z najlepszych nawyków, jaki mógł nabyć w pracy prawnika. Ja na moim blogu staram się również przybliżać Ci różnego rodzaju nowelizacje. Z takich najważniejszych – zmiany w Prawie o stowarzyszeniach, Kodeksie spółek handlowych, czy ostatnio – w ustawie o gospodarce nieruchomościami (tzw. mała ustawa reprywatyzacyjna). Oczywiście, posiadamy prawa wyborcze, więc to nie do końca tak, że zupełnie na ustawy wpływu nie mamy. Jednakże, gdy ścieżka legislacyjna jest zakończona, Prezydent ustawę podpisuje, następuje publikacja i wejście w życie – to wtedy najlepiej po prostu siąść, przeczytać i wiedzieć. Nie ma innej opcji.

Wracając do mojej podróży – współpasażerowie w pociągu reagowali różnie, ale zazwyczaj były to dość emocjonalne, negatywne reakcje. Pan, który siedział obok, pytał każdego (ode mnie poczynając, a kończąc na konduktorze), jaka była przyczyna opóźnienia. Rozmowy telefoniczne były prowadzone podniesionym głosem. Kot (!) miauczał tak, że miałam wrażenie, jakby się skarżył. Serio? Po co to wszystko. To nic nie zmieni, a może tylko pogorszyć – w szczególności atmosferę w wagonie.

Podobnie z zmianami w prawie – po co narzekać, skoro i tak nic to nam konkretnego nie przyniesie? Aby rozluźnić atmosferę, Panie z Warsu zaserwowały nam herbatę/kawę/wodę. Do wyboru, do koloru. Proponuję też sobie zaparzyć, zanim zasiądziecie do lektury Dziennika Ustaw. Ja już jestem po dwóch (kawach), w końcu wczoraj mój pociąg trochę się spóźnił 🙂

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: