Uprzejmość, czyli gdy tak niewiele znaczy tak wiele

Karolina Rokicka-Murszewska        31 lipca 2015        Komentarze (0)

Dzisiaj krótko, bo zaraz lecę na pociąg do Krakowa. Rzadko dzielę się takimi zwierzeniami, ale muszę Wam opowiedzieć pewną historię.

Uwielbiam pesto zielone z pewnego sklepu 🙂 pewnie cały team S&Z wie, o którym mówię. Dzisiaj podczas zakupów w tym sklepie na warszawskim Tarchominie udało mi się rozwalić aż dwa pudełeczka takiego pesto. Przygotowana na zapłatę za zepsute opakowania podchodzę do kasy, a tu pani mówi, żebym wzięła nowe z półki, a te zepsute ona wrzuci na stan. Chciałam mimo tego zapłacić za te popękane, bo było mi głupio, ale pani mi ich nie chciała policzyć. Taka mała rzecz, a tak mi poprawiła humor na cały dzień 🙂

Analogiczna sytuacja spotkała mnie kiedyś w sklepie (innym) w Toruniu. Tutaj, niestety, zostałam potraktowana trochę jakbym popełniła co najmniej przestępstwo, a nie stłukła słoik dżemu. Oczywiście zapłaciłam za szkodę, ale te miny pań obsługujących… Brrr….

Oczywiście morał historii jest taki, że odrobina uprzejmości z każdej strony nie zaszkodzi, a może rozładować atmosferę.

I tym optymistycznym akcentem rozpoczynam weekend 🙂 oczywiście pozdrawiam moją warszawską wybawicielkę od pesto!

IMG_20150308_110821

Zdjęcie z marcowego otwarcia II linii warszawskiego metra, podczas którego – wyjątkowo – udało mi się nic nie stłuc, nie rozwalić i nie spaść z tych mega wysokich schodów 🙂

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: